W 1998 r., gdy Francuzi zmierzali po mistrzostwo świata na swojej ziemi, potrzebowali dogrywki, by wyeliminować Paragwaj i awansować do ćwierćfinału po bramce Laurenta Blanca. Ktoś złośliwy mógłby zażartować, że teraz bardziej niż rywali Trójkolorowi obawiali się zapowiadanej burzy, która już drugi raz na tym mundialu mogła przerwać ich mecz w Filadelfii. Prognozy pogody na szczęście się nie sprawdziły, powtórki ze spotkania z Irakiem (3:0), gdy trzeba było spędzić w szatni dwie godziny, nie było.